Od ogniska do piekarnika, czyli krótka historia gastronomii. Część 3. « Urządzenia Gastronomiczne

Od ogniska do piekarnika, czyli krótka historia gastronomii. Część 3.

Z zimnej Szwecji wróćmy do Polski. Jak wiadomo, nasz kraj wielokrotnie zmieniał układ swoich granic. Liczne walki i polityczne przepychanki sprawiły, że na tym terenie ścierały się racje wielu różnych narodowości. Stąd, w polskiej kuchni ślady kuchennych zwyczajów z Bizancjum, Turcji, Ukrainy, Niemiec, Szwecji. Litwy oraz Włoch. Pierwsi Słowianie żywili się w dosyć ubogi sposób, ich posiłki ograniczały się do mięsa i leśnych owoców, następnie pojawiło się mleko i jego przetwory. Dopiero z nastaniem chrześcijaństwa rozpowszechniły się ryby. Do dziś obowiązuje w Polsce szacunek i zamiłowanie do spożywania chleba, co wywodzi się jeszcze z czasów średniowiecza. Jego pojmowanie przeszło ewolucję od zwykłej podstawy żywieniowej do ważnego symbolu religijnego któremu należy się cześć.

Już około 1400 roku powstał wiersz „O zachowaniu się przy stole ” Słoty. Jest to zbiór wytycznych, wskazujący na to, jak należy się zachowywać podczas posiłków. Nakazuje przestrzegać zasad etykiety, nie jeść z pełnymi ustami, zabawiać damy – ogólnie dbać o kulturę. Z tego źródła wiemy, iż dawne uczty były niezwykle ważnym elementem życia Polaków, zupełnie tak jak i dziś.

 A co pili nasi przodkowie? Najczęściej miód oraz piwo. Dopiero wraz z chrztem Polski, rozpowszechniło się wino. W wieku XVII, arabski pomysł na destylację rozpoczął w Polsce karierę wódki. Dzisiejsza polska kuchnia najczęściej odnosi się do szlacheckich, sarmackich obyczajów „W pierwszym zwyczaju staroświeckim, na początku panowania Augusta III jeszcze trwającym, nie było zbyt wykwintnych potraw. [...] W tych zaś wszystkich potrawach najbardziej przestrzegano wielkości, tak iż półmiski i misy musiały być czubate1”. W czasach rozkwitu dawnej Rzeczpospolitej najpopularniejsze były potrawy z tłustej gęsiny, często przyprawiane w dosyć osobliwy sposób: spaloną słomą, starymi koszulami i innymi, zdawałoby się niejadalnymi składnikami. „(…) ale te ciasta owych czasów dla nie wydoskonalonej sztuki kucharstwa były bardzo ciężkie i grube względem teraźniejszej delikatności onych. Nie dobierano do nich masła młodego, ale owszem starego, czasem aż zielonego, albowiem takie było sporsze, dając więcej czucia swego, choć z mniejszej kwocie użyte niż młode (…)2”.

 Wyobrażacie sobie niedzielny obiad bez ziemniaków? To, zdawałoby się rdzennie polskie warzywo zawitało do nas dopiero w XVI wieku, wraz z przybyciem Bony z rodu Sforzów. Za jej sprawą, poznaliśmy „włoszczyznę” – ziemniaki, marchew, pietruszkę, seler, kapustę i por. Nieco później, do polskich granic zawitały korzenne przyprawy, kawa i herbata.

 Dawna szlachta miała silna potrzebę stałego podkreślania swojej pozycji społecznej, bogactwa i wpływów. Zarówno warzywa, jak i napitki były towarem deficytowym i nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Stąd zwyczaj panujący pośród majętniejszych, nakazujący niemal przymusem poić i karmić swoich gości. „Trafiło się i to, że komu trunku aż po dziurki (jak mówią) pełnemu nagle gardło puściło i postrzeliło jak z sikawki naprzeciw siebie znajdującą się osobę, czasem damę po twarzy i gorsie oblał tym pachnącym spirytusem, co bynajmniej nie psuło dobrej kompanii3”. Zadziwiającym nieco lekarstwem na żołądkowe problemy po suto zakrapiane uczty była czarna kawa. W nieco delikatniejszej formie, obyczaj ten, przetrwał nawet w świadomości współczesnych polaków: „zastaw się, a postaw się!” – mówi przysłowie. (…)

1. J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, PIW, Warszawa 1985, s. 226-227.

2. tamże, s. 227.

3. J. Kitowicz, op. cit. s. 236.


Podziel się tym wpisem

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More


Odpowiedz